Dług wdzięczności

Jan 11, 2017 at 3:40 am

Emigrowała do Kanady wiele lat temu, z mężem i kilkumiesięczną wtedy córeczką. Przyleciała do rodziny – tu mieszkali już jej rodzice, dwóch braci i siostra. Lucyna nigdy nie narzekała na swój los, mimo tego, że życie obeszło się z nią brutalnie. W ciągu kilkunastu lat pobytu na kanadyjskiej ziemi pochowała ojca, męża i rodzeństwo. Opieka nad matką stała się jej życiowym celem. Posłuchajmy Lucyny…

Po wszystkich traumach, jakie moja mama przeszła w życiu, byłam jej to winna. Patrząc z perspektywy czasu sadzę, że postąpiłam słusznie. Moja mama zawsze była osobą skromną, ciepłą, bardzo pracowitą i zacną. 6 lat temu dostała udaru. Znajomi radzili mi, bym oddała mamę do Domu Opieki. Przynosili foldery z Wawel Villa i Copernicusa. Nigdy nie negowałam ich sugestii – wiedziałam, że w tego typu miejscach miałaby całodobową opiekę. Ale  nie mogłam sobie wyobrazić mamy wśród obcych ludzi. Dzięki Bogu, miałam dobrą pracę, która pozwalała na godziwe życie. Kiedy byłam w pracy przez 8 godzin, przychodziła pani Zosia, która opiekowała się mamą. Przez pozostałe 16 godzin ja przejmowałam opiekę.

Myłam mamę codziennie, karmiłam, prałam, pilnowałam przyjmowania lekarstw, wizyt domowych lekarza, w nocy wstawałam jak do małego dziecka. Nie miałam żadnego wolnego weekendu przez całe 6 lat. Lecz nie żałuję. Mama cieszyła się, że jest z nami córką i wnuczką.

Często widziałam u niej łzy w oczach, ukradkiem wycierane. Na moje pytanie dlaczego płacze – mimo, iż miała wielkie trudności z mówieniem,  odpowiadała krótko: “Lucynko, dziecko, Ty się tak poświęcasz. Jesteś jeszcze młoda, możesz i powinnaś ułożyć sobie życie”.

 Do końca swoich dni była miła, cicha, serdeczna. Mimo, że bardzo chora zawsze miała na uwadze nasze dobro.

Rozmawiałyśmy o rzeczach nieistotnych, błahych, może czuła, że odchodzi, ja nie.

Odeszła cichutko pod koniec ubiegłego roku, dwa dni przed Wigilią. W pewnym momencie przestała mówić, tylko mocno ścisnęła mnie za rękę i to był koniec.

Cóż, życie toczy się dalej. Z całej mojej rodziny pozostała mi tylko córka i wnuczka.

Mimo, iż wiele osób twierdziło “nie poradzisz sobie sama”, za dużo wzięłaś na swoje barki, wiem, że gdybym jeszcze raz miała podjąć decyzję o nie oddawaniu mamy do Domu Opieki, nigdy bym się nie zawahała.

To był mój maleńki dług wdzięczności za to co otrzymałam, od mamy.