Trauma z dzieciństwa

Jul 12, 2017 at 1:35 pm

Beata swoje dzieciństwo wspomina jako wielką traumę. Jej ojciec odszedł do innej kobiety, zerwał kontakty z byłą żoną i córką. Posłuchajmy…

Byłam kilkuletnią dziewczynką, kiedy ojciec nas zostawił. Nie układało im się z mamą, ciągle się kłócili. Nic mi po nim nie pozostało – nie mieliśmy wspólnych zdjęć, niewiele pamiętałam ze wspólnych zabaw (może takich w ogóle nie było?). Kiedy zaczęłam chodzić do szkoły, brak ojca bardzo mi doskwierał – już wtedy postanowiłam, że kiedy będę dorosła, stworzę z jakimś odpowiedzialnym mężczyzną rodzinę idealną, kochającą się, wspierającą.

Wojtka poznałam na studiach – wydawał się idealnym kandydatem na mężczyznę moich marzeń.  Pochodził jednak z tradycyjnej, katolickiej rodziny, dla której rozwodnicy byli patologią. Nie byłam dla nich odpowiednią kandydatką na żonę. Ba, sama byłam przekonana, że mają rację, że dziecko z rozwodników jest mniej warte. A ja tak bardzo chciałam im udowodnić,  że zasługuję na życie w normalnej rodzinie.

Kiedy urodził się nasz drugi syn, coś między mną a Wojtkiem zaczęło się psuć. Podejrzewałam, że ma kochankę. Szalałam, sprawdzałam SMS-y, wąchałam koszulę, szperałam po kieszeniach. W końcu mi powiedział, że ma dość mojej obsesji, bo w jego życiu nie ma innej kobiety. Błagałam, żeby został. W swoim scenariuszu na życie nie przewidziałam rozwodu. Ratowałam związek, żeby moi synowie mieli oboje rodziców. Nie cierpieli tak jak ja kiedyś. Ale chyba zrobiłam im tym jeszcze większą krzywdę, bo mimo tego, że dalej byliśmy z Wojtkiem małżeństwem, to nasze dzieci musiały przez wiele lat żyć z rodzicami, którzy kłócą się, nie mogą na siebie patrzeć, śpią w oddzielnych sypialniach.

Tak, wiem, kiedyś obiecałam sobie, że moja rodzina będzie inna, idealna, udana. Tylko że kompletnie nie wiedziałam, co to znaczy. Więc na wszelki wypadek wszystkim nadskakiwałam i usługiwałam, chciałam być super żoną, matką i synową.  Ale nikt tego nie doceniał – od Wojtka niczego nie nie wymagałam, bo nie wiedziałam, że od mężczyzny można czegoś wymagać. Niby skąd miałam wiedzieć?

Po ośmiu latach małżeństwa poniosłam życiową porażkę – rozwiodłam się z Wojtkiem. Nie było sensu dalej się męczyć, wzajemnie oskarżać. Synowie mieszkają ze mną, ale często widują się z ojcem, mają z nim bardzo dobry kontakt.Może więc nie wszystko jeszcze stracone?