Kochać jak swoje własne

Jan 10, 2018 at 2:01 pm

Sabina i Mirek pobrali się dziesięć lat temu. Przez pierwsze lata po ślubie nie planowali dzieci, chcieli zająć się karierą, osiągnąć swoją małą stabilizację. Kiedy już zbudowali dom, a Mirek posadził w ogrodzie symboliczne drzewo doszli do wniosku, że czas by po ich domu zaczęła biegać jakaś mała istotka. W podziękowaniu za to, że los przed wszystkie wspólne lata był dla nich łaskawy zdecydowali, że jedno dziecko Sabina urodzi, a następne adoptują. Chociaż kolejność tych wydarzeń nie była istotna. Tak więc udali się do ośrodka adopcyjnego, przeszli przez wszystkie etapy kwalifikujące ich do pozostania adopcyjnymi rodzicami. Nie upierali się przy noworodku, bo wiadomo było, że na nie zawsze znajdą się chętni…

Aż któregoś dnia zadzwonił telefon – pani z ośrodka informowała, że wyjaśniła się sytuacja prawna jednego z dzieciaków i proszeni są o wizytę w ośrodku za dwa dni. To były najdłuższe dwa dni w życiu Sabiny.

Kiedy zjawili się w umówionym terminie, zaprowadzono ich do pokoju dyrektora ośrodka, gdzie w kąciku na kanapie siedział Chris. Miał dwa latka i duże błękitne oczy, z których wyglądał strach. W swojej biologicznej rodzinie przeżył traumę – kłótnie rodziców, bijącego matkę ojca, po którym i on sam ma pamiątkę w postaci rozległej blizny na prawym policzku…

Podeszli do niego, chłopczyk odruchowo zasłonił twarz rączką, na ten widok serce Sabiny zamarło – wiedziała już, że chce wziąć to dziecko do swojego domu i obdarzyć go miłością jakiej nigdy nie zaznał.

Odwiedzali Chrisa w ośrodku przez kilka kolejnych dni. Widzieli salę, w której stały łóżeczka z dziećmi w różnym wieku – jedne spokojnie spały, inne kołysały się w rytm tylko im słyszanej melodii, widzieli Chrisa, który uderzał głową o szczebelki łóżeczka. Wtedy pękło serce Mirka – jako prawnik postanowił pociągnąć za wszystkie sznurki, by jak najszybciej zabrać bezbronne dziecko do swojego domu.

Miesiąc później zostali rodzicami Chrisa, a właściwie Krzysia – bo tak postanowili do niego mówić. Zabrało im trochę czasu, by przekonać dziecko do siebie, ale udało się. Największą nagrodą jaką otrzymali były dwa wyrazy wypowiedziane przez Krzysia – mama i tata.

Dwa lata później adoptowali Michelle -  miała trzy latka i …. alergię na większość warzyw, owoców i produktów mącznych. Sabina nieźle musiała się nagimnastykować, by sporządzać rodzinne posiłki, ale nie poddawała się. Z pomocą przychodził internet, gdzie wyszukiwała wszystkie możliwe informacje, udzielała się na forach kobiet z podobnymi problemami. Powoli udawało jej się wyprowadzać Michelle z większości alergii.

Teraz Sabina i Mirek prowadzą życie jak większość par z dwójką dzieci. Ale to się zmieni za cztery miesiące – na 17 maja Sabina ma termin porodu. Koleżanki śmieją się, że nareszcie będzie miała okazję poznać co znaczą nieprzespane noce, pieluchy, karmienie piersią. A Sabina już się nie może doczekać – przecież takie mieli z Mirkiem plany – jedno urodzić, a następne adoptować. Najważniejsze, że Krzysia i Michelle kocha jak swoje własne…