Królowa Śniegu

Jul 17, 2018 at 9:17 pm

Małżeństwo Wiktora i Magdy było z pozoru idealne. Minęło pięć lat od ich ślubu i wydawało się, że nadal są szczęśliwi i zakochani. Rodzice obojga z utęsknieniem oczekiwali, kiedy wreszcie pojawi się na świecie ukochany wnuk lub wnuczka. Tymczasem Magda, coraz częściej zastanawiała się nad sensem swojego małżeństwa. Posłuchajmy…

Wydawało mi się, że kiedy wychodziłam za mąż za Wiktora nasz związek przetrwa wszystkie burze. Z uśmiechem na ustach wysłuchiwałam historii moich znajomych o tym, że każde małżeństwo – prędzej czy późnej przechodzi kryzys. Puszczałam mimo uszu uwagi, żebym i ja na to się przygotowała. Tym bardziej, że naprawdę kochałam Wiktora, a on tę miłość odwzajemniał. Było nam dobrze w małym domu w Caledon, z dala od zgiełku i wrzawy wielkiego miasta.

Tymczasem, po pięciu latach idealnego związku, wspólnie spędzonych przy kominku wieczorów, setkach zjedzonych przy świecach kolacji i zapewnień o wzajemnej miłości -Wiktor przestał pociągać mnie fizycznie.

Nie, nie zakochałam się w nikim innym, nie miałam kochanka i nie obejrzałam (mimo usilnych rekomendacji koleżanek) “50 twarzy Greya”.

Po prostu gdzieś ulotniło się dawne pożądanie i ochota na łóżkowe igraszki z moim mężem. Z tym, któremu ślubowałam miłość, wierność i uczciwość małżeńską. Stałam się zimną jak Królowa Śniegu kobietą i chociaż nie zrezygnowaliśmy z seksu całkowicie, to absolutnie, ale to absolutnie, nie czerpałam z niego żadnej przyjemności.

Wiktor starał się jak mógł – wymyślał różne podniety, które przynosiły odwrotny do zamierzonego skutek. Złościły mnie teksty i podteksty, podsuwane mi  – niby przez przypadek erotyczne pisma, próby namówienia do spróbowania czegoś nowego, co urozmaiciło by nasze życie seksualne.

W końcu Wiktor się poddał, przestał o mnie zabiegać, a nasze wieczorny stały się areną do kłótni o seks.

Wiedziałam, że robię krzywdę Wiktorowi, ale równocześnie nie miałam ochoty tego zmienić. Mogłam przecież skorzystać z jakichś leków na libido, mogłam zasięgnąć porady specjalisty, a tymczasem przepełniała mnie złość na samą siebie. Złość, którą każdego dnia wyładowywałam na Wiktorze. Doszło do tego, że sama prowokowałam kłótnie z różnych powodów, by tylko odrzucić od siebie myśli o kolejnej nocy, którą mam spędzić z mężem w sypialni.

Najgorsze jest to, że chciałabym spędzić  z Wiktorem resztę życia, że go kocham, ale seks przestał być dla mnie ważny. Czy to tak trudno zrozumieć?

Od kilku tygodni Wiktor zaczął później wracać z pracy, chodzi po domu pełen smutku, a ja nie potrafię go pocieszyć.  Zaproponowałam mu więc układ: on znajdzie sobie kogoś do łóżka, ale dalej będziemy małżeństwem, jednak odmówił. Powiedział, że nie potrafi podzielić serca na pół, a seks może uprawiać tylko z kimś, kto jest dla niego ważny, kogo darzy uczuciem.

Co za ironia losu – milion kobiet pewnie zazdrości mi tak wspaniałego faceta i tylko ja nie potrafię docenić kogo mam. Zamiast trzymać tę miłość z całej siły i czerpać z niej garściami – niszczę siebie i Wiktora.

Zapewne będę tego kiedyś żałować, ale postanowiłam założyć sprawę rozwodową. Tylko w ten sposób mogę uwolnić Wiktora od siebie, mogę sprawić, by znowu kogoś pokochał i był szczęśliwy, dopiero wtedy poczuję ulgę…