Mogę się nawet zakochać

Aug 7, 2018 at 5:43 pm

 

“Młoda, zdolna, dyspozycyjna dziewczyna potrzebna do pracy w biurze”.. . Tego typu ogłoszenia można znaleźć w lokalnych gazetach. Na jedno z nich odpowiedziała Liliana, która opowiedziała nam w jaki sposób udało jej się zdobyć dobrą posadę. Posłuchajmy…

Po ukończeniu studiów dziennikarskich byłam pewna, że znalezienie posady to kwestia kilku dni. Wysłałam swoje CV do gazet i stacji radiowych w Toronto i okolicy. Tydzień później zostałam zatrudniona na stanowisku korektorki w lokalnym tygodniku. Niestety, wkrótce okazało się, że gazeta nie przynosi oczekiwanych zysków i zarządzono cięcia personalne, a że byłam najkrócej zatrudnionym pracownikiem zostałam zwolniona jako pierwsza. Nie załamywałam się jednak, pełna nadziei wysyłałam CV do kolejnych redakcji. Po kilku tygodniach oczekiwania na odzew skądkolwiek, mój dobry nastrój prysł. Brakowało mi pieniędzy, musiałam się zapożyczyć, kiedy więc znalazłam w gazecie ogłoszenie o poszukiwaniu osobistej asystentki, bez namysłu na nie odpowiedziałam, a już następnego dnia otrzymałam email z zaproszeniem na rozmowę.

Biuro mojego przyszłego pracodawcy mieściło się na 12 piętrze w jednym z torontońskich wysokościowców. Zawsze lubiłam pełne ludzi i hałasu centrum miasta, tym chętniej więc stawiłam się na rozmowie o pracę. Przyjął mnie sam prezes, przedstawił się jako Mirek i bez ogródek zaczął wypytywać o mój stan cywilny, zainteresowania, o to jaki typ mężczyzn preferuję i czy gustuję w starszych od siebie. Czułam się zażenowana, w duchu myślałam, by stamtąd uciec. Wtedy prezes zaczął roztaczać przede mną wizję mej przyszłej kariery: wysokie uposażenie, liczne wyjazdy zagraniczne, premie, opłacane przez firmę mieszkanie – a wszystko to w zamian za … usługi seksualne świadczone memu pracodawcy. Raz kozie śmierć – pomyślałam, i zgodziłam się na proponowane mi warunki. Po powrocie do domu bałam się stanąć przed lustrem i spojrzeć w swoją twarz, płakałam i czułam do siebie wstręt. Szybko jednak doszłam do wniosku, że przecież będę pracowała w prestiżowej firmie, pozbędę się długów, stać mnie będzie na wszystko, a w każdej chwili będę mogła rzucić moją “intratną” posadę.

Na czym tak naprawdę będzie polegała moja praca dowiedziałam się kilka dni później. Szef oznajmił mi, że będę mu towarzyszyła podczas ważnej służbowej kolacji jako jego asystentka. Kolacja rzeczywiście się odbyła, ale zaraz po jej zakończeniu pojechaliśmy do mojego mieszkania. Wiedziałam, że kiedyś to w końcu nastąpi, ale nie byłam gotowa. Gdy było już po wszystkim i Mirek sobie poszedł poczułam ulgę. Miałam za sobą “pierwszy raz z szefem”, przestało mnie też obchodzić dlaczego czterdziestoletni mężczyzna, mający dwójkę dzieci, własną firmę i furę pieniędzy zdradza swą żonę. Schowałam wyrzuty sumienia  – w końcu to nie ja zdradzałam, ja byłam tylko narzędziem…

Od tamtej pory minęło prawie cztery lata. Odłożyłam niezłą sumę na konto, stać mnie na modne ciuchy, urlop spędzam w najpiękniejszych zakątkach świata. Dawno już przyzwyczaiłam się do bycia na każde zawołanie szefa i spełniania jego zachcianek. Często zostajemy po godzinach w biurze albo jeździmy do mego mieszkania, kilka razy w miesiącu robimy sobie “sesję wyjazdową”.

Zdaję sobie sprawę, że taki układ nie będzie trwał wiecznie. Nadejdzie dzień, w którym Mirek wymieni mnie na “młodszy model”, albo najzwyczajniej w świecie znudzi go seks ze mną i poszuka nowych doznań. Zdradzi mnie, tak jak zdradzał swoją żonę ze mną – taka już jego natura, stać go na to, by kupować sobie miłość.

Na moje szczęście, nigdy się w Mirku nie zakochałam, nasze spotkania traktowałam jak zajęcia służbowe, dodatkowo opłacane nadgodziny.

Planuję więc, gdy już przestanę być dla szefa służbową zabawką, znaleźć pracę w jakiejś korporacji zarządzanej przez któregoś z licznych znajomych Mirka. Mam nadzieję, że wystawi mi odpowiednie rekomendacje.

Jeżeli się to nie uda, zawsze mogę wyjść za mąż, urodzić dzieci, być przykładną żoną i matką. Mogę się nawet w moim przyszłym mężu zakochać…

Jeśli chcesz podzielić się z czytelnikami Wiadomości swoją historią napisz na adres: redakcja@wiadomo.com. Gwarantujemy anonimowość.