Niech ludzie mówią co chcą

Aug 29, 2018 at 1:20 pm

Marzena, ma 20 lat i dwoje dzieci. Już dawno z grona jej przyjaciółek wykruszyły się prawie wszystkie. Ba, wręcz wyśmiewają się, że Marzena przegrała swoje życie. Ale innego zdania jest Krystyna – jej matka. Posłuchajmy…

To, że świat się zmienia jest nieuniknione. Jednak z wielką nostalgią wspominam czasy, kiedy posiadanie dziecka było czymś normalnym. Każda kobieta chciała mieć potomstwo, a mężczyźni zostający ojcami byli z tego faktu dumni, czuli się odpowiedzialni za rodzinę. Jakoś większe znaczenie miało stwierdzenie, że każdy mężczyzna powinien…”zbudować dom, posadzić drzewo, spłodzić syna”. A dzisiaj? Macierzyństwo odkładane jest na dalszy plan, bo to przecież najpierw należy zrobić karierę, by później móc czerpać zyski z dobrze płatnej posady. Jak już się ma tę wymarzoną posadę, to przydałoby się mieszkanie, no i jeszcze należy podróżować po świecie , a ciąża jest wielką przeszkodą by wszystkie te plany zrealizować. Może nie tyle ciąża, co samo dziecko, którym należy się zająć, zapewnić mu wikt i opierunek, krótko mówiąc – wychować.

Nie macie pojęcia jak się cieszę, że moja córka podeszła do tematu rodzicielstwa w inny niż jej koleżanki sposób. Co prawda nie skończyła żadnych studiów, ale świetnie sprawdza się w roli matki i jest z tego dumna. Ja z kolei od kilku lat jestem najszczęśliwszą babcią na świecie! Nie powiem – nie byłam zbyt zachwycona, gdy Marzenka w dniu swoich siedemnastych urodzin oświadczyła mi, że jest w ciąży. Jestem osobą wierzącą i w takim duchu wychowałam też córkę, więc aborcja nie wchodziła w rachubę. Zresztą, Marzenka sama zdecydowała, że bardzo chce urodzić – tak samo było w przypadku drugiego dziecka, które przyszło na świat półtora roku później. Kilka miesięcy po porodzie ojciec dziewczynek ulotnił się zostawiając moją córkę dla… jej koleżanki. Bardzo to przeżyła, ale w końcu wzięła się w garść i przestała płakać nad “rozlanym mlekiem”.

Wiem, że jest jej czasem ciężko, brakuje jej przyjaciół, z którymi mogłaby gdzieś wyjść, porozmawiać, wyżalić się, gdy ma zły dzień – nie wszystko przecież chce się powiedzieć matce.

Ale Marzenka się nie skarży – wierzy, że uda jej się kiedyś stworzyć dla dziewczynek pełną rodzinę. Ja też w to wierzę – a kiedy tak się stanie, to my będziemy śmiały się prosto w twarz jej rówieśników. Bo moje wnuczki będą już wtedy odchowane, a dla Marzenki nastanie czas na realizacje marzeń. Może wtedy uda jej się skończyć studia, znaleźć dobrą pracę?

Jak na razie pomagam jej jak mogę, mieszkamy razem, więc spędzam w wnuczkami dużo czasu, uczę je polskiego, bo jak już pójdą do kanadyjskiej szkoły, to tam tylko po angielsku, a ja tak bardzo chcę, by nie zapomniały ojczystego języka ich matki.

Uczę je też szacunku do rodziny, bo przecież kiedyś odejdę z tego ziemskiego padołu, a wtedy Marzenka będzie miała wsparcie w córkach.

Niech ludzie mówią co chcą, niech się wyśmiewają i pokazują ją palcem, że dała się tak młodo”wrobić” w dzieci.  Ja jestem dumna z mojego dziecka, które mimo wielu przeciwności losu jest cudowną matką. Wiem, że jeszcze nasze będzie na górze!