Oby los był łaskawy

Sep 26, 2018 at 3:54 am

Dla Weroniki jej mąż, Paweł był niemal całym światem. Kochała go miłością szczerą, bezgraniczną. Mimo, iż od ich rozwodu minęło już ponad rok – Weronika nie potrafi ułożyć sobie życia. Posłuchajmy…

Zakochałam się w Pawle od pierwszego wejrzenia, więc kiedy mi się oświadczył nie chciałam długo czekać, by formalnie stać się jego żoną.  Był dla mnie najważniejszą osobą na ziemi – nie miałam w Kanadzie nikogo, moi rodzice nie żyją, a brat i siostra mieszkają w Australii. Nie ma się więc co dziwić, że nikt tak jak Paweł dla mnie się nie liczył, to z nim chciałam spędzać każdą chwilę.

Pierwszy rok naszego małżeństwa lata był jak z bajki, z czasem jednak coś zaczęło się psuć. Paweł często znikał z domu, wolał przebywać z kolegami niż ze mną. Winą za to obarczałam siebie – myślałam, że jestem za mało inteligenta (by nie powiedzieć głupia) i Paweł po prostu zaczął się ze mną nudzić.  On  twierdził, że osaczyłam go swoją ciągłą obecnością, że potrzebuje trochę luzu, przestrzeni, samotności. Nie mogłam zrozumieć jak kumple mogą być ważniejsi niż żona. To przecież mnie przysięgał miłość, wierność i uczciwość małżeńską, to mnie zapewniał, że nie opuści aż do śmierci.

Tłumaczyłam mu, że jeżeli naprawdę mnie kocha, to powinien to zrozumieć. Ja nie miałam koleżanek, z którymi wychodziłabym wieczorami. Nie były mi potrzebne – miałam przecież Pawła, to z nim właśnie chciałam cały czas przebywać – razem się budzić, razem zasypiać, razem spędzać wieczory.

Przeżywałam męki, gdy musiał wyjechać służbowo na kilka dni – nie mogłam sobie znaleźć miejsca. Ale Paweł jakby nie zauważał, ile dla mnie znaczy. Z czasem stał się agresywny, zaczął na mnie krzyczeć, wyśmiewał się, że jestem głupią gęsią. Nigdzie razem nie wychodziliśmy- sprawiał wrażenie, jakby się wstydził pokazać mnie światu.

To spowodowało, że stałam się zazdrosna – zaczęłam ukradkiem sprawdzać jego telefon, i komputer. No i niestety, nie myliłam się. Odkryłam, że mój mąż spotyka się ze swoją byłą dziewczyną. Bojąc się, że ode mnie odejdzie nie przyznałam się, że wiem o jego podwójnym życiu. To z kolei poskutkowało ciężką depresją, moja psychika była u granic wytrzymałości. W końcu nie wytrzymałam – wykrzyczałam Pawłowi prosto w twarz cały swój żal. O dziwo, obiecał mi wtedy, że zakończy romans, a ja mu uwierzyłam.

Nie wiedziałam jednego – że już nigdy nie będę w stanie mu zaufać. Stałam się jeszcze bardziej zazdrosna, oskarżałam go o czyny, których nie popełnił. Nasze życie stało się koszmarem – z jednej strony ja, zazdrosna o wszystko, zraniona kobieta, z drugiej on – niewierny małżonek coraz bardziej zdenerwowany, chłodny, nieobecny.

Bałam się, że w końcu ode mnie odejdzie, nie robiłam jednak nic, by go zatrzymać. A przecież, nie wyobrażałam sobie życia bez niego!

Nie udało nam się utrzymać związku, po raz kolejny przyłapałam Pawła na zdradzie, w końcu sam przyznał, że wcale nie zerwał kontaktów ze swoją byłą. Myślałam, że zwariuję, gdy pakował walizki i wyprowadzał się do niej.

Dzisiaj, po długiej terapii wiem, że żyłam w piekle, które poniekąd sama sobie stworzyłam. Wiem też, jak ważne w związku jest zaufanie. Jego brak powoduje, że najlepsze nawet małżeństwa może dopaść kryzys, jaki spotkał mnie i Pawła. Gdy do tego dochodzi jeszcze zazdrość – rzadko który związek ma szansę na przetrwanie.

Nie wiem, czy uda mi się jeszcze kiedyś komuś zaufać. Jak na razie powoli odzyskuję wiarę w siebie i czekam, co przyniesie mi los. Oby był łaskawy…