Internet – nasz najlepszy przyjaciel

Oct 10, 2018 at 12:40 pm

Wystarczy rozejrzeć się dookoła – na ulicy, w centrach sklepowych, autobusach i naszych domach – by zauważyć, jak bardzo jesteśmy uzależnieni od internetu. Zamiast kupić rano gazetę, otwieramy pierwszy z dostępnych portali informacyjnych. Zamiast napisać do przyjaciółki list (gdzie te czasy, gdy można było kupić piękną papeterię) wysyłamy emaile. Płacimy przez internet rachunki, robimy zakupy, komunikujemy  się przez społecznościowe portale, zamiast najzwyczajniej w świecie umówić się na kawę w pobliskiej cukierni.

Jeszcze gorzej ma się sprawa z dziećmi, które coraz częściej tracą poczucie rzeczywistości żyjąc w wirtualnym świecie, grając w różne, dziwne gry. Niektóre z nich mają ogromną siłę uzależniania, bo trzeba w nie grać codziennie, a nawet zrywać się w nocy, żeby ktoś w niej nie umarł lub żeby bronić murów wirtualnego miasta. W niektórych jest kilka żyć, w innych można prowadzić biznes i kilka razy zbankrutować. Ale gra toczy się dalej. A jak coś się nie uda, zawsze można się zalogować raz jeszcze. A co tam!  W przypadku dzieci, możemy jakoś zareagować, wyznaczyć im konkretny czas, gdy mogą korzystać z komputera. Gorzej jest, gdy w wirtualne gry zaczynają grać dorośli mężczyźni – nasi mężowie. Zazwyczaj dla kobiet jest to niezrozumiałe hobby, ale czasami nie mamy za wiele do powiedzenia. Przynajmniej w sprawie mężów. Przecież jakiś odpoczynek po pracy mu się należy, prawda? To on tak długo haruje, jak wół prawie, a nawet godzinka przy komputerze mu się nie należy? Ale czy tak naprawdę problem komputerowych gier i uzależnienia od internetu dotyka tylko dzieci i mężczyzn? Postanowiłam zgłębić temat i zapytałam o to kilka kobiet w różnym wieku. No i wyszło szydło  z worka!

Ola mieszka w Mississaudze, ma niewiele ponad trzydzieści lat i dwójkę dzieci. Jej mąż – kierowca trucka bywa w domu tylko na weekendy. Na głowie Oli jest więc cały dom i zajmowanie się 4- letnim Piotrusiem i 2-letnią Jolą. Trzeba przyznać, że ze swoich obowiązków wywiązuje się na medal – jej dom jest wychuchany, a dzieciaki zadbane. Przyznała się jednak, że wieczorami, kiedy Piotruś i Jola już śpią, spędza czas przed ekranem komputera wyszukując ciekawych kulinarnych przepisów, różnych porad, od dekoracji domów, po szydełkowanie.

Monika podobno dzięki internetowi odzyskała wiarę w siebie. Przez wiele lat była samotna – pracuje jako konsultant, w firmie z nie limitowanym czasem pracy. Nigdy nie wie czy będzie miała wolny weekend, czy też może szef wyśle ją na drugi koniec Kanady na szkolenia. Taki tryb pracy nie pozwalał jej na ułożenie sobie życia prywatnego. Do czasu, kiedy postanowiła zarejestrować się na portal randkowym. Umawianie się z mężczyznami opanowała do perfekcji. Kiedy jest w Toronto umawia się na kawę z kimś, kto mieszka lub pracuje w tym właśnie mieście. Kiedy leci do Calgary – tam czeka na nią kolejny internetowy partner.

Najciekawszą jednak opowieść usłyszałam od Bożeny – matki dorastającego Maćka i żony uzależnionego od internetowych gier Jurka. Posłuchajmy…

To było po prostu  nie do zniesienia – wracałam po pracy do domu, a tam mój mąż na kanapie, z komputerem na kolanach i wypiekami na twarzy toczy walki z niewidzialnym wrogiem. W drugim pokoju mój syn rozbija na ekranie swojego laptopa jakieś kolorowe cukierki i wkurza się, że właśnie skończyły mu się wszystkie życia więc musi prosić znajomych o pomoc! Postanowiłam więc dowiedzieć się, co tak bardzo odciąga moich chłopaków od rodzinnego życia Kiedy sprawdziłam kilka gier, w które namiętnie grał mój syn stwierdziłam, że komputer jest super urządzeniem do pisania wszelakich prac, bądź tworzenia arkuszy kalkulacyjnych, nie powinien zaś w najmniejszym stopniu i pod żadnym pozorem prowadzić do ogłupiania dzieci, młodzieży i naszych osobistych małżonków. Jednak zaintrygowała mnie jedna z gier – zabawa w wolnych farmerów. Zawsze chciałam mieć ranczo, poić bydło i jeść własne marchewki. No i okazało się, że całkiem dobrze sobie radzę w tym moim wirtualnym gospodarstwie. Nie lubię tylko wyrywać chwastów. Zastanawiam się, dlaczego gra nazywa się wolni farmerzy? Przecież właśnie przestałam być wolna.Teraz wracam z pracy, rzucam siatki z zakupami i loguję się na facebooku. Zapominam o obiedzie, a nawet o kolacji. I wiecie co? Okazało się, że dla mojego męża to też jest niezrozumiałe. Mamy jednak ze sobą coś wspólnego..