Szefowa ma zawsze rację?

Oct 31, 2018 at 1:12 pm

Grażyna po skończeniu studiów szukała pracy zgodnej ze zdobytymi kwalifikacjami. Nie było to łatwe, bo każdy potencjalny pracodawca wymagał doświadczenia, którego świeżo upieczona absolwentka nie posiadała. Ale łut szczęścia sprawił, że Grażyna została przyjęta do pewnej prestiżowej firmy. Co z tego wyniknęło? Posłuchajmy Grażyny…

Miałam niesamowite szczęście, że dostałam pracę w takiej firmie. Sądziłam, że nie mogłam lepiej trafić. Ciekawa praca, dobre stanowisko, rozwijałam się i poznawałam coraz lepiej w praktyce to, co tylko znałam z teorii. Dzięki bardzo dobrym warunkom finansowym mogłam wyprowadzić się od rodziców. Kupiłam piękne i duże mieszkanie. Wzięłam na nie kredyt na kilka lat, ale z bardzo wysoką ratą. Nie bałam się o przyszłość, zarabiałam na tyle dużo, że wysokie raty mnie nie przerażały. Było jednak coś, co bardzo mnie niepokoiło. Moja przełożona mimo, że na początku wydawała się kobietą z klasą coraz gorzej zaczęła mnie traktować. Zmieniała ciągle warunki i terminy realizacji powierzonych mi zadań. Wypierała się tego, co wcześniej ustalałyśmy. Zaczęła mi zarzucać brak kompetencji i brak profesjonalizmu w tym co robię. Kierownictwu przedstawiała mnie w bardzo złym świetle, także wśród współpracowników zaczęła podważać moje umiejętności. Starałam się jeszcze mocniej angażować w sprawy firmy tak, by pracownicy widzieli, że jestem odpowiednią osobą na tym stanowisku i że nie ma mi co zarzucić. Wszelkie próby szczerej rozmowy i rozwiązania tej trudnej sytuacji kończyły się stwierdzeniem, że jeśli mi się nie podoba to mogę zmienić pracę. Miałam wrażenie, że wręcz czeka na to, aż złożę swoje wypowiedzenie. Dla mnie jednak to nie było takie proste. Co prawda zaczęłam rozglądać się w poszukiwaniu innej pracy. Niestety nikt nie odpowiadał na moje oferty. Zwolnić się nie mogłam bo nie miałabym za co żyć i za co spłacać rat. Nie miałam także oszczędności. Wszystko co zarabiałam przeznaczałam na spłatę drogiego mieszkania.

Czułam się jak w potrzasku. W pracy atmosfera stawała się coraz bardziej nie do zniesienia. W końcu sama zaczęłam o sobie myśleć, że jestem kiepskim pracownikiem i wszelkie nagany są uzasadnione. Czułam się coraz bardziej wyczerpana i chora. Z pracy zrezygnować nie mogłam. Miałam przecież zobowiązania. Kiedy koleżanka zaproponowała współprowadzenie małej kafejki zaczęłam zastanawiać się nad jej propozycją. Pomysł na biznes wydawał się bardzo atrakcyjny, zwłaszcza w moim położeniu. Kiedy już byłam zdecydowana podjąć się tego zadania okazało się, że moja przełożona została zwolniona. Dopiero wtedy wyszło na jaw, że nie jestem pierwszą osobą tak przez nią traktowaną. Przede mną było kilka innych dziewczyn, które same szybko rezygnowały z pracy. Dzięki temu ktoś z kierownictwa w końcu zainteresował się sprawą. Mojej szefowej wytknięto jakieś nieprzyjemne sprawy, zarzucono przekroczenie uprawnień i zwolniono. Na jej stanowisko zatrudniony został ktoś nowy, kto okazał się prawdziwym profesjonalistą potrafiącym docenić dobrego pracownika. Ja natomiast dostałam awans i podwyżkę. Do spłacenia zostało mi już niewiele rat. Dzięki całej sytuacji nauczyłam się, że należy być bardziej ostrożnym w zaciąganiu wszelkich zobowiązań…