Zrozumieć kobiecą duszę

Nov 7, 2018 at 1:28 pm

Marek stara się zrozumieć skomplikowaną kobiecą duszę. Coraz częściej dochodzi do przekonania, że współczesne, młode kobiety nie bardzo wiedzą, czego oczekiwać od życia.  Posłuchajmy Marka…

Już od długiego czasu odnoszę nieodparte wrażenie, że kobiety z mojego pokolenia pogubiły się w dzisiejszych czasach. Bo z jednej strony niby pragną męskich i twardych mężczyzn, a z drugiej – wrażliwych i czułych. Byle nie zbyt czułych, bo moda na mężczyzn metroseksualnych odeszła do lamusa wraz z trendami z poprzednich sezonów. I tak zachodzę w głowę, jak tu Wam dogodzić?

Prawie wszystkie moje koleżanki i znajome, jak jeden mąż, deklarują, że są „wyzwolone”. Niektóre wręcz mówią, że są feministkami. Chyba nie bardzo rozumieją jednak znaczenie tego słowa. Owszem, są wykształcone, mają świetne posady, robią kariery. Zgodnie komunikują też całemu światu, że daleko im do tradycyjnego światopoglądu ich matek (w ich opinii były cierpiętnicami, służącymi mężom i dzieciom na każde zawołanie) i nie mają najmniejszego zamiaru podzielać ich losu). Nie chcą tradycyjnych związków, ale związki partnerskie, niekoniecznie przypieczętowane przez urzędowy czy kościelny papierek. Mieszkanie wolą kupić same, bo kredyt we dwoje to „zobowiązanie łączące ludzi bardziej niż ślub”. I nie byłoby w tym nic dziwnego, bo całym sercem popieram równość między płciami, ale zwykle czar ich wyzwolenia pryska, jak tylko wejdzie się w bliższą relację z taką współczesną kobietą. Nagle okazuje się, że płacić na randce ma tylko facet. Kwiaty, czekoladki, prezenty – facet. I to wszystko jest jeszcze do przebrnięcia, przynajmniej na początkowym etapie znajomości, problem nabiera rozpędu wraz z upływem czasu.

Podobnie jest z seksem – na początku, świadome własnej seksualności oraz po lekturze czasopism i poradników, doskonale wiecie, co na nas działa. I jest super! Jednak w miarę upływu czasu, wasz entuzjazm opada a zahamowania i stereotypu kulturowe dają o sobie znać.

Do czego zmierzam? Po prostu od jakiegoś czasu towarzyszy mi nieodparte wrażenie, że jesteście zawieszone w próżni. Doskonale wiecie, że nie chcecie być jak Wasze matki. Nie wiecie natomiast do końca jakie chcecie być? Bo już nie uległe, usłużne, łagodne i powściągliwe, ale chyba jeszcze nie do końca jesteście gotowe na lansowane w mediach wzorce kobiety wyzwolonej seksualnie i światopoglądowo. Bo choć w początkowym etapie jesteście zdeklarowanymi feministami (przy okazji obalę mit, jakoby mężczyźni bali się takowych), to im głębiej wchodzicie w relację z facetem, tym bardziej wychodzi z Was, niestety, zacofanie. Niby chcecie związków partnerskich, ale jeśli facet więcej zarabia – to on ma pokrywać większość kosztów utrzymania. Podobno o seksie wiecie już wszystko, a poczucie wstydu jest wam obce, ale jeśli proponujemy  coś nowego – kręcicie nosem. Rzekomo „dzieci dopiero po trzydziestce, albo i wcale”, ale zaglądacie przez ramię każdej napotkanej na ulicy matce z wózkiem. I teraz tak się zastanawiam, jaką mam gwarancję, że wiążąc się z kolejną nowoczesną kobietą i planując z nią przyszłość, za pół roku nie okaże się, że ona choć tam bardzo nie chce tradycyjnego rozkładu ról w związku, bo to nie na czasie – nie zamieni się z seksownej i zadziornej kobiety wyzwolonej w zacofaną w swych poglądach kurę domową? No i jak tu Was zrozumieć, Kobiety? Jak Wam dogodzić?