Bo zawsze warto mieć nadzieję

Feb 20, 2019 at 2:03 pm

Poznali się na polonijnym pikniku i dziwnym trafem od razu między nimi zaiskrzyło. Teresa  była wdową, Marek kilka miesięcy wcześniej się rozwiódł. Oboje mieli podobne doświadczenia  – poprzednie związki nie przyniosły im szczęścia, wręcz odwrotnie – jedyne co po nich pozostało to złamane serce. Posłuchajmy…

Nim poznałam Marka mieszkałam w Hamilton, on w centrum Toronto. Umawialiśmy się więc na spotkania w połowie drogi – najczęściej w jakiejś knajpce w Mississaudze. Po kilku miesiącach Marek zaproponował mi, bym się do niego wprowadziła, na co ochoczo przystałam. Zostawiłam całe moje dotychczasowe życie i zamieszkałam w mieście, które niespecjalnie lubię. Tak naprawdę zawsze marzyłam o tym, by zamieszkać z dala od zgiełku dużego miasta, najchętniej na wsi. A tymczasem los spłatał mi figla. Wstyd się przyznać – ale domu, w którym mieszkam, też nie lubię. Nic tu nie jest tak naprawdę moje. Mamy z Markiem odmienny gust – ja wolę wnętrza klasyczne, wypełnione bibelotami, on jest minimalistą. Mieszkamy więc w sterylnie czystym i białym domu, w którym wszystko jest idealnie poukładane. Czasami czuję się jak bohaterka filmu “Sleeping with the Enemy”.

Ale to dom Marka, więc znoszę tę prostotę wnętrz, bo nie mam innego wyjścia. Najgorsze jest to, że praktycznie siedzę w tym domu sama, bo Marka prawie nigdy nie ma – jest kierowcą trucka, w ciągłej podróży. Do domu wpada na weekendy, ale wtedy mało mamy dla siebie czasu, bo zajęta jestem praniem jego brudnych rzeczy, przygotowywaniem posiłków na następny wyjazd. Tak więc, jestem pozostawiona samej sobie – nie mam tutaj znajomych ani przyjaciół, ze wszystkim muszę radzić sobie sama. Chciałam znaleźć pracę, ale Marek się na to nie zgodził, twierdził, że jego rodzinie kobiety nigdy nie pracowały, bo obowiązkiem mężczyzny jest utrzymać dom i rodzinę.

Tkwię więc w tym dziwnym związku na własne życzenie. Jestem doskonałym przykładem na to, jak bardzo może się poświęcić zakochana kobieta. Tak, kocham Marka, ale widzę, że on bardzo się zmienił. Dawniej częściej dzwonił z trasy, pisał smsy, wiedziałam, że mu na mnie zależy. Tak bardzo bym chciała móc z nim porozmawiać o swoich rozterkach, ale gdy zaczynam temat Marek się złości. Słyszę wtedy, że chce odpocząć po pracy, nacieszyć się domem, a nie słuchać mojego zrzędzenia. Jesteśmy parą już trzeci rok, i mimo, że Marka kocham, czuję się źle, nie mam już siły by walczyć o jego atencję.

Myślałam już nawet, by rzucić to wszystko, ale nie mam do czego wracać, bo z mojego starego życia niewiele zostało. Jedyne co mnie trzyma, to nadzieja, że wszystko się kiedyś zmieni, że jakoś nam się z Markiem ułoży, że mnie pokocha jak dawniej. Trzeba mieć nadzieję – przecież ona umiera ostatnia…