Matka lepsza ode mnie

Feb 27, 2019 at 2:45 pm

Matka – to słowo najczęściej kojarzymy z bezwarunkową miłością, poświęceniem, domowym ciepłem i dbaniem o rodzinę. Bo kto nie kocha dzieci bardziej niż ich rodzicielka? Zdarzają się jednak kobiety, u których instynkt macierzyński jest pojęciem z kosmosu – to tzw. zimne matki, tak, jak Lidia, bohaterka dzisiejszego felietonu. Posłuchajmy…

Miałam 20 lat, gdy urodziłam Natalkę. Nie byłam gotowa na ciążę – chciałam studiować, później znaleźć dobrą pracę, kupić dom i dopiero wtedy pomyśleć o dziecku.  Maćka znałam “od zawsze” – nasi rodzice poznali się w Grecji, później emigrowaliśmy do Kanady. Praktycznie całe moje dzieciństwo związane było z Maćkiem – rodzinne wyjazdy pod namioty, spotkania urodzinowe, pikniki. Dorastaliśmy obok siebie, a co najważniejsze wiedzieliśmy, że możemy na siebie liczyć. Później przyjaźń przerodziła się w coś większego, trafiła nas przysłowiowa strzała Amora i postanowiliśmy być ze sobą na zawsze, już jako mąż i żona. Mieliśmy milion planów na życie, które trzeba było zweryfikować, gdy okazało się, że jestem w ciąży.  Niby powinnam się cieszyć, że będę matką, a ja byłam przerażona. Przez dziewięć miesięcy zastanawiałam się, jak sobie poradzę z małą, rozwrzeszczaną istotą.

Natalka urodziła się zdrowa, dostała 10 punktów w skali Apgara. Myślałam, że jak ją przytulę, to obudzi się we mnie matczyny instynkt – tak się jednak nie stało. Nie potrafiłam się cieszyć, obwiniając córkę o zniweczenie moich życiowych planów. Wychowywałam ją tzw. zimnym chowem – miała to wszystko, czego potrzebuje dziecko, ubrania, zabawki, nie miała tylko mojej miłości. Dorastała w domu, w którym z każdego kąta wiało chłodem.

Nie miałam z nią zbyt wiele problemów – uczyła się nieźle, nie była arogancka, słuchała moich poleceń, ale nigdy nie zdarzyło się, byśmy rozmawiały jak matka z córką. Z Maćkiem też nie miała wspólnego języka – zbyt pochłonięci byliśmy pracą i zarabianiem pieniędzy, by martwić się o uczucia naszego dziecka.

Czas mijał, Natalka skończyła high school, zastanawiałam się jaki wybierze kierunek studiów. Nie wiedziałam nawet co ją interesuje. Zdałam sobie sprawę, jak niewiele o niej wiem. Potwierdzeniem tego była wiadomość, która spadła na mnie jak grom z jasnego nieba – Natalia oświadczyła, że nie interesuje jej dalsza nauka gdyż jest w ciąży. O zgrozo! Moja siedemnastoletnia córka?

Zostałam babcią nim skończyłam 40 lat, ale, o dziwo, cieszę się z tego niezmiernie. Podziwiam Natalię – jest wzorcową mamą, kocha swojego malutkiego synka miłością, jakiej nigdy nie doznała ode mnie. Macierzyństwo w jej przypadku to nieustanna radość i świadome poświęcenie siebie. Wstyd przyznać, ale to córka nauczyła mnie i pokazała jaka powinna być matka.

Będę też dobrą babcią – na razie pomagam Natalii w sprzątaniu, gotowaniu i praniu ekologicznych pieluch. Bardzo się do siebie zbliżyłyśmy i chociaż wiem, że nie uda się nadrobić ani cofnąć straconego czasu, będę starała się ze wszystkich sił, by mój wnuk czuł, że jest najukochańszą istotą na ziemi.