Pupilka szefa

May 15, 2019 at 3:30 am

 

Maria, mimo wielu porażek życiowych należy do grona optymistów, wyznających zasadę, że nigdy jeszcze nie było tak źle, żeby nie mogło być gorzej. Przyleciała do Kanady 19 lat temu, z mężem i trzema synami. Nie znając języka szukała pracy, gdzie będzie mogła porozumieć się po polsku. Niedługo potem zatrudniła się w małej fabryce plastikowych opakowań. Praca nie należała do lekkich, ale Maria nie narzekała. Dla niej było najważniejsze, że atmosfera panująca w zakładzie sprawiała, iż wszystkie pracownice czuły się jak w jednej wielkiej rodzinie. Mimo tego, że każda z nich miała inny zakres obowiązków, to niejednokrotnie pomagały sobie, gdy którejś z koleżanek trafił się gorszy dzień.Wkrótce okazało się, że nic nie trwa wiecznie.

Pewnego dnia, na miejsce odchodzącej na emeryturę pracownicy zatrudniona została Polka, o imieniu Krystyna. Maria cieszyła się, że zyska jeszcze jedną bratnią duszę, niebawem jednak okazało się, że była to radość przedwczesna. Krystyna od samego początku starała się zaskarbić łaski szefa. Zaczęło się od przynoszenia do pracy regionalnych polskich potraw i własnego wypieku ciast, którymi częstowała zwierzchnika. Nieco później zaoferowała mu swoje usługi kulinarne na domowe przyjęcia. Nie wiadomo, co było powodem, bo lista “dobrych uczynków” w stosunku do szefa była bardzo długa, ale Krystyna w szybkim czasie awansowała. Została mianowana przełożoną wszystkich zatrudnionych w zakładzie kobiet. I właściwie wtedy, atmosfera panująca dotąd w zakładzie zaczęła się psuć.

Każdego ranka Krystyna wzywała do siebie jedną z pracownic i starała się wyciągnąć od niej informacje na temat współpracownic. Kiedy metoda ta nie odniosła skutku – sama roznosiła plotki, wprowadzając nieufność wśród doskonale  do tej pory rozumiejących się kobiet. Jakby tego było mało – zaczęła donosić szefowi na koleżanki. Raz była to informacja, że źle wypełniły druki zamówień, innym razem, że spakowały do wysyłki wybrakowane plastikowe opakowania, narażając tym samym zakład na straty.

Żeby było ciekawiej, wszystkie te zarzuty były prawdziwe, z tą tylko różnicą, że to sama Krystyna celowo partaczyła pracę, by potem obwinić Bogu ducha winne współpracownice. Na nic były ich tłumaczenia, przysięgi i łzy, że nic takiego nie miało miejsca.

Maria długo wytrzymywała niesprawiedliwość. W końcu postanowiła działać. Namówiła koleżanki i wspólnie udały się do gabinetu pracodawcy. Tam jasno naświetliły metody działania Krystyny, informując przy tym, że jest ona jedyną osobą w zakładzie, która tak naprawdę cały dzień zajmuje się tylko snuciem intryg, a swoją pracą obarcza pozostałe kobiety.  Przyzwyczajony do dobrych uczynków swojej “najlepszej pracownicy” szef, nie dawał jednak wiary w jej złe intencje.

Wtedy Maria  poprosiła o zainstalowanie w zakładzie ukrytych kamer. Wystarczyły dwa tygodnie, by wyszły na jaw wszystkie niecne uczynki Krystyny. Nie pomogły jej tłumaczenia, że wszystko, co robiła, było dla dobra zakładu, bo przecież ludzi trzeba trzymać krótko – inaczej rozbestwią się jak dziadowski bicz. Nie pomogły też obietnice poprawy i przyniesione dla złagodzenia humoru szefa pachnące ciasta. Krystyna została zwolniona w trybie natychmiastowym.  Kilka tygodni później rozpoczęła pracę w wytwórni aluminiowych foremek. Czy znowu będzie próbowała stać się pupilką szefa? Czas pokaże…