A miało być tak pięknie

May 22, 2019 at 12:41 pm

Mirka wraz z rodzicami i braćmi emigrowała do Kanady na początku lat dziewięćdziesiątych. Jej rodzice dosyć szybko znaleźli pracę w nowym kraju. Matka zatrudniła się w serwisie sprzątającym na dwa etaty – rano sprzątała domy, wieczorem biura. Ojciec znalazł posadę jako “złota rączka” w jednej z polonijnych firm budowlanych, a w weekendy rozwoził pizzę.  Mirka i jej młodsi bracia rozpoczęli naukę w szkole. A, że była najstarsza przypadła jej w udziale opieka nad rodzeństwem. To ona odprowadzała braci do szkoły, pomagała im w nauce. Do tego zajmowała się domem, gotowała obiady i tak naprawdę na naukę, czasu pozostawało już niewiele. Trudno się zatem dziwić, że po skończeniu high school nie zamierzała studiować. Doskonale zdawała sobie sprawę, że nie udźwignie wszystkich obowiązków. Poza tym studiowanie związane było z niemałymi opłatami, a pieniądze zarabiane przez jej rodziców nie były imponujące. Ot, pozwoliły na w miarę godziwą egzystencję. Coraz częściej miała skryty żal do matki i ojca, za  sytuację, w jakiej ją postawili. Nie potrafiła jednak się przeciwstawić….

Marzyła o tym, by wyrwać się z domu, wyjechać gdzieś daleko i zacząć życie na własny rachunek – kupić sobie wreszcie modny ciuszek, markowe perfumy, wybrać się do kina, czy na dyskotekę. Drobne kwoty, które dostawała od czasu do czasu od matki nie były w stanie spełnić jej pragnień. Kiedy jej bracia skończyli 16 lat, oznajmiła rodzicom, że się wyprowadza, bo chłopcy są już na tyle dorośli, iż nie potrzebują jej opieki.

Tak naprawdę zaplanowała to dużo wcześniej. Mając świadomość, że jest bez pieniędzy postanowiła szybko podjąć pracę. Pozostawała jeszcze kwestia mieszkania. Ale i z tym problemem sobie poradziła. Postanowiła zatrudnić się  jako… opiekunka do dzieci, najlepiej z zamieszkaniem w domu pracodawcy.  W codziennej prasie znalazła kilka interesujących ją ogłoszeń i już kilka dni później umówiła się na pierwszą rozmowę w sprawie pracy.

Rodzina, do której się zgłosiła mieszkała w prestiżowej dzielnicy Mississaugi. Pan domu pracował jako manager w firmie Bombardier, jego żona była właścicielką salonu kosmetycznego. Mieli dwójkę uroczych dzieci w wieku 2 i 3 lat.  Mirce dopisało szczęście –- mimo braku referencji – została przyjęta. Zamieszkała w jednym z przestronnych pokoi olbrzymiego domu. Codzienne obowiązki związane z prowadzeniem domu i opieką nad maluchami sprawiały jej przyjemność. Tym bardziej, że pracodawcy obiecali  – oprócz stałego wynagrodzenia – dodatkowe miesięczne premie.

Wielkie było jej zdziwienie, gdy po pierwszym miesiącu została poproszona na rozmowę z matką dzieci. A ta wytknęła jej, że nie dosyć dokładnie sprząta dom, pranie jest źle poskładane, a starsze dziecko już dwa razy narzekało na ból brzucha, czego powodem było zapewne zaserwowanie mu nieodpowiedniego posiłku. W związku z tym, obiecana miesięczna premia nie będzie wypłacona. Nie chcąc tracić dopiero co zdobytej posady – Mirka przeprosiła kobietę i obiecała naprawić swe błędy.

Miesiąc później sytuacja się powtórzyła. Tym razem zarzucono Mirce zbyt pobłażliwe traktowanie dzieci, czego efektem jest ich niesubordynacja w stosunku do rodziców. I znowu obyło się bez premii. Bogu ducha winna dziewczyna wpadła wtedy na diabelski pomysł. W odwecie za niesłuszne oskarżenia, postanowiła sama wypłacić sobie premię. W domu, w którym przyszło jej mieszkać i pracować zarazem, nie brakowało drogich bibelotów. Począwszy od porcelanowych kolekcjonerskich figurek, poprzez starocerkiewne ikony, a skończywszy na licznych kosztownościach. Te ostatnie zainteresowały dziewczynę najbardziej. Udało jej się spieniężyć pięknie oprawiony w białe złoto brylant, a “zarobione” pieniądze wydała na wymarzone ubrania, perfumy i wizytę u kosmetyczki.   Sprzedana następnym razem figurka i wysadzana szlachetnymi kamieniami bransoleta uzupełniły szafę naszej bohaterki o kilka par butów, torebkę i porządne kosmetyki.

Do sprzedaży jednej z ikon już nie doszło. Właściciel sklepu z antykami, w którym Mirka sprzedała poprzednie zdobycze, zarządał bowiem certyfikatu oryginalności. I może udało by się naszej bohaterce go odnaleźć, gdyby nie to, że została zatrzymana w domu swoich chlebodawców przez funkcjonariusza policji. Wezwanego zaraz po tym, gdy rodzice pilnowanych przez Mirkę dzieci sprawdzili film nagrany przez zainstalowaną w domu kilka dni wcześniej kamerę.