Niby nic, a jednak tak wiele

May 29, 2019 at 1:23 pm

Bogusia i Seweryn – ona świeżo upieczona studentka filozofii, on – starszy od niej o osiem lat, mający własną firmę komputerowa i dom w prestiżowej dzielnicy Mississaugi. Zakochała się w nim, bo był idealnym kandydatem na męża – zaradny, doświadczony, finansowo niezależny. Był dla niej szansą na dostatnie i wygodne życie.

Posłuchajmy…
Bywaliśmy często z Sewerynem na imprezach związanych z jego pracą. On zawsze brylował w towarzystwie, dyskutował, a ja uśmiechałam się tylko, bo nie bardzo wiedziałam, o czym mówią. Ale myślałam, że mogę się odnaleźć w takim życiu. Męczył mnie tylko jeden problem – mimo, że byliśmy ze sobą już dosyć długo, to Sewek nie chciał się żenić. W środowisku swoich znajomych miał opinię podrywacza, musiałam więc zrobić coś, by go przy sobie zatrzymać. Odstawiłam pigułki antykoncepcyjne i proszę – efekt był natychmiastowy! Kiedy powiedziałam Sewerynowi, że jestem w ciąży, on zamiast ślubu zaproponował mi przeprowadzkę do jego domu. To był jakiś krok do przodu, ale gdy urodziła się nasza córeczka, Kasia, uświadomiłam sobie, jak wiele mnie z jej ojcem dzieli.

Seweryn coraz częściej wyjeżdżał służbowo,  zaczęłam więc podejrzewać, że mnie zdradza. Przeszukiwałam jego kieszenie i telefon komórkowy, aż w końcu wpadł mi do ręki rachunek telefoniczny. Jeden numer powtarzał się regularnie…

Trudno mi opisać to, co się potem wydarzyło – Seweryn przyznał się do zdrady, spakował walizkę i tyle go widziałam. Wyprowadził się do do 12 lat od siebie młodszej kobiety.  Nienawidziłam go z całego serca! Coż z tego, że płacił  potem spore sumy na naszą córkę - one nie potrafiły zagoić moich ran, cały czas myślałam o zemście, ułożyłam w końcu diabelski plan.

I proszę – pewnego wieczoru Seweryn zapukał do moich drzwi – kajał się, prosił o przebaczenie, twierdził, że popełnił największą w życiu pomyłkę. Pozwoliłam się przebłagać, zapewniłam, że kocham, i że… wybaczam. A w duszy codziennie powtarzałam sobie „teraz za wszystko mi zapłacisz”. I tak zaczęliśmy nowe życie. Tym razem jednak na moich zasadach. Przede wszystkim żądałam pieniędzy, dużo pieniędzy. To ja robiłam zakupy, opłaty, więc wyznaczałam niezbędne mi kwoty. Coraz wyższe – a to co zaoszczędziłam, wpłacałam na własne konto. Seweryn pracował od rana do nocy, w weekendy zajmował się Kasią, naprawdę się starał, żeby zatrzeć ślady dawnych przewinień. Pewnego dnia wpadłam na pomysł, że skoro tak się wysila, mogłabym go jeszcze bardziej docisnąć. Zwolniłam się z pracy i zaczęłam się upajać wolnością. Udawałam, że ciągle szukam nowej posady, ale jest bezrobocie i tak dalej .. Do braku śniadań i obiadów domowych się już przyzwyczaił, nie zawracałam więc sobie głowy gotowaniem. Wysypiałam się, dbałam o swój wygląd i figurę, popołudnia spędzałam z Kasią. Miałam się znakomicie, za to Seweryn wyglądał coraz gorzej – zaharowany, zaniedbany. Gdy po powrocie z pracy padał zmęczony na fotel, patrzyłam na niego z pogardą i radością zarazem. To była moja zemsta, na którą tak czekałam.

Nie przewidziałam jednego – że kryzys dopadnie również jego firmę i nasza niezależność  finansowa stanie pod znakiem zapytania. Rozpętałam więc awanturę. Złość tłumiona przez tak długo, była już nie do opanowania. Wykrzyczałam mu, co czułam, gdy mnie zdradził i porzucił, powiedziałam, że przyjęłam go z powrotem tylko po to, aby mi zapłacił za wyrządzoną krzywdę.
Seweryn stał jak porażony, dotarło do niego wreszcie, że szczęście rodzinne, na które od prawie roku tak dzielnie pracował, prysnęło jak bańka mydlana i… wyszedł z mieszkania. Na zawsze. Kilka dni potem wystąpiłam do sądu o alimenty na dziecko i na siebie, bo przecież nie pracowałam. Myślałam, że załatwię Seweryna finansowo, ale na sali sądowej wyszło na jaw, że wcale nie straciłam posady tylko ją porzuciłam, no i jeszcze to, że nie zarejestrowałam się w urzędzie pracy. Tym samym o alimentach na mnie, nie mogło być mowy. Seweryn uniósł się jednak honorem i swoją część naszego domu przepisał na Kasię.
Zostałam więc z dzieckiem i domem, na który sama muszę zapracować. Dzisiaj wiem, że chorobliwa chęć zemsty stała się moją życiową porażką. A przecież wystarczyło tylko przebaczyć. Niby nic, a jednak tak wiele…