Mężczyzna z odzysku

Jun 19, 2019 at 11:03 am

Marysia jest żoną Marka prawie 7 lat. Jej małżeństwo od początku nie było łatwe, bo mąż często i całkiem skutecznie zatruwa jej życie. Dziś żałuje, że nie posłuchała matki, która ostrzegała ją aby nie wiązała się z mężczyzną z odzysku. Posłuchajmy Marysi…

No cóż, miałam wtedy 21 lat, w Kanadzie stawiałam pierwsze kroki i nie wiedziałam co to oznacza. Kiedy zamieszkaliśmy razem, ja nie miałam pracy. On miał pewną i całkiem dobrze płatną posadę. Utrzymywał mnie i siebie przez pół roku. Przez ten czas niejednokrotnie słuchałam, jaka to powinnam być mu wdzięczna, a na moje prośby, aby wstawiał talerze do zlewu, a skarpetki wrzucał do kosza z praniem, odpowiadał, że on ciężko pracuje a moim obowiązkiem jest pracować w domu. Nie miałam pracy więc robiłam i płakałam.  Musiałam prosić o każdy grosz, tłumaczyć się z każdych zakupów. Z samochodu mogłam korzystać tylko wtedy, kiedy on go nie potrzebował. Wtedy miałam kradzione chwile wolności tylko dla siebie. Było cudownie tylko przez kilka pierwszych miesięcy, chociaż i wtedy, mój jeszcze narzeczony, posądzał mnie wielokrotnie o to, że go okłamuję lub zdradzam.

W naszym domu dość często odbywały się spotkania z jego znajomymi. On zostawiał mi pieniądze, ja gnałam robić zakupy, po czym gotowałam i sprzątałam, tak, aby na wieczór wszystko było super. Podczas imprez Marek upijał się zwykle niemal do nieprzytomności, a po wyjściu gości, niemal siłą musiałam bronić się przed seksem. Wtedy zaczęłam czuć do niego wstręt.
Po którejś z takich imprez mój szanowny już mąż postanowił, że pójdzie na stację benzynową po papierosy. Była zima. Przeciwstawiłam mu się wtedy, bo było już późno w nocy. Ubrałam się i powiedziałam mu, że w takim razie pójdę z nim. Wtedy pierwszy raz podniósł na mnie rękę… i poszedł zostawiając mnie z rozciętą głową w kałuży krwi, potarganą, w porwanej kurtce. Kiedy rwał na mnie tę kurtkę, krzyczał, że to on mi ją kupił i może z nią zrobić co chce. Wtedy nie wytrzymałam i zadzwoniłam do jego siostry. Co zrobiła? Niewiele. Pomogła mi opatrzyć głowę, nakrzyczała na Marka i poszła.
Po takich awanturach mój mąż był cudowny. Kupował mi kwiaty, zabierał do kina, do restauracji… dawał jakiś grosz na swoje wydatki…
Po pewnym czasie dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Planowaliśmy to, jednak kiedy się dowiedziałam, wpadłam w panikę. Chyba dlatego, że uświadomiłam sobie, że teraz już nigdy nie będę mogła od niego uciec i że teraz uwięzi mnie na dobre. On był bardzo szczęśliwy i dumny. Po dwóch miesiącach poroniłam. Trochę trwało, zanim wzięłam się w garść, ale wspomnienia wracają jak bumerang. W końcu dostałam się do mojej wymarzonej pracy. Udało mi się, choć nikt we mnie nie wierzył. Nagle dla rodziny mojego męża stałam się kimś, do kogo podchodzili znacznie ostrożniej. Mój mąż nie ustawał jednak w próbach zdominowania mnie. Ciągle umniejszał wagę mojej pracy i ciągle podkreślał, ileż to ja mu zawdzięczam.

Zawsze byłam mu wierna. Nawet nie myślałam o innych mężczyznach, bo tak bardzo go kochałam. Teraz też go kocham, ale coraz częściej chcę od niego uciec. Mam teraz gdzie uciekać. Mój dziadek przekazał mi darowizną swoje mieszkanie. Jest tylko moje. Jak nic dotąd. Mam świetną pracę, zarabiam tyle, że bez trudu dam radę się utrzymać i nieźle żyć. Ale nie umiem uciec.
Nie wiem co mam robić. On jest cudowny, kiedy jest dobrze. Ale kiedy nie jest dobrze, jest potworem. Boję się, że jeśli nie odejdę to zmarnuję sobie resztę życia w toksycznym związku. Z drugiej strony, kocham go i boję się, że jeśli odejdę popełnię najgorszy błąd w moim w miarę poukładanym życiu i że nie uda mi się już być szczęśliwą…